Jestem gruba jak świnia. No dobra, dobra, nie jestem otyła, nie mam nawet nadwagi ale uważam, że każdy ma prawo być taką świnią, jaką się czuje.
Toczę nieustanną walkę z tłuszczem. Nie tyle z kilogramami, co właśnie z tkanką tłuszczową, która, mam wrażenie, przykleiła się do mnie na stałe.
O wadze nie będę wspominać. No ok... Zaczynając moją fit przygodę dobre parę lat temu miałam plan zejść z obecnych wtedy 56-57kg do ok 52. Zagłębiłam się więc w tajniki ćwiczeń, diety i w rezultacie na dziś dzień moja waga utrzymuje się na poziomie 60-61kg. Dlatego o wadze nie będę się rozpisywać. Kiedyś chciałam schudnąć, wyszło jak wyszło. Teraz, na początek, chcę zejść poniżej 20% BF (body fat - tkanki tłuszczowej).
Mimo, że ważę ok 5 kg więcej, mam bardziej jędrną skórę, widoczne zarysy mięśni tu i ówdzie. Kondycja o niebo lepsza. Siła i technika także niczego sobie. Nie jest źle ale do ideału daleko. Mojego ideału, własnego, osobistego...
W życiu prywatnym: pracująca na pełen etat mama dwóch córek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz