Na Nike Pegasus 30 shield trafiłam całkiem niechcący. Na wersję shield znaczy się, bo tylko taka była dostępna w sklepie. O samych Pegasusach słyszałam wiele dobrego, spotkałam się ze stwierdzeniem bliskiej osoby, że to najlepsze buty, w jakich biegała, tak dobre aż kupiła sobie jeszcze jedną parę, nim zniknie ze sklepów.
Pegasusy to moje pierwsze buty do biegania. Wcześniej biegałam w starych Nikach, które wygrzebałam z szafy nie mając pojęcia, czy są przeznaczone do biegania ale wyglądały ok i nadawały się najbardziej ze wszystkich. W sumie dobrze mi się w nich biegało no ale skoro przygodę z bieganiem rozpoczęłam na dobre, trzeba było kupić coś bardziej profesjonalnego. Moje niewielkie doświadczenie i jeszcze mniejsza wiedza na tamten moment sprawiły, że wybór padł właśnie na Nike Pegasus+ 30 shield.
W teorii są to buty z dużą amortyzacją, jeszcze większym dropem (wg producenta wersja damska ma drop 13,1 mm!), bardzo miękkie, wyposażone w warstwę ochronną Nike Shield, która ma chronić przed wilgocią. W praktyce przymierzyłam je i byłam zachwycona. Były naprawdę wygodne. Niestety rzeczywistość zweryfikowała moje pierwsze wrażenia.
Generalnie ciężko mi się w nich biegło. Duży drop wymuszał bieganie z pięty, co dla początkującego, bez udoskonalonej jeszcze techniki, nie było dobre. Poza tym, z racji dużej amortyzacji, miękkości bieg był lekko toporny, jak po materacu. W lecie było mi w nich gorąco no ale w sumie to nie są buty przeznaczone na ciepłe dni.
W biegu po mokrym terenie okazało się, że warstwa shield jest jakoby jej nie było. Miałam wrażenie, że w ogóle nie chroni przed wodą z małej kałuży. Po przebiegnięciu 4km w podeszczowym asfalcie buty były całkiem przemoczone. Tak więc moim zdaniem shield jest całkowicie zbędny, sprawia jedynie, że w stopę jest gorąco.
Amortyzacja to cecha bardzo względna, jedni lubią, inni nie. Ja nie lubię. Wynika to z mojej natury. A z natury lubię twardo stąpać po ziemi, czuć grunt pod nogami. Zawsze chodzę w płaskich butach więc duży drop do biegania to nie był dobry wybór.
Nie twierdzę jednak, że Pegasusy do niczego się nie nadają. Bardzo dobrze chodziło mi się w nich po górach (weszłam w nich między innymi na Giewont). Do tego celu mi pasują a ponadto mają dobry bieżnik - nie jest to typowo trailowy ale na pewno oferują lepszą przyczepność niż standardowe buty sportowe czy buty do biegania w lecie po mieście. Poza tym są dobrze odblaskowe, po zmroku można biegać bez obaw :)
Czy teraz bym je znów kupiła? Nie, ale nie żałuje, że je mam. Dały mi ważną lekcję, pokazały kierunek preferencji biegowych.
Obecnie moimi głównymi butami do biegania są Brooks PureFlow 3, które są istnym przeciwieństwem Nike Pegasus. A biega mi się w nich wyśmienicie :)
Obecnie moimi głównymi butami do biegania są Brooks PureFlow 3, które są istnym przeciwieństwem Nike Pegasus. A biega mi się w nich wyśmienicie :)


