Biegiem

Biegiem

piątek, 19 lutego 2016

Nike Pegasus 30 Shield recenzja

Na Nike Pegasus 30 shield trafiłam całkiem niechcący. Na wersję shield znaczy się, bo tylko taka była dostępna w sklepie. O samych Pegasusach słyszałam wiele dobrego, spotkałam się ze stwierdzeniem bliskiej osoby, że to najlepsze buty, w jakich biegała, tak dobre aż kupiła sobie jeszcze jedną parę, nim zniknie ze sklepów. 
Pegasusy to moje pierwsze buty do biegania. Wcześniej biegałam w starych Nikach, które wygrzebałam z szafy nie mając pojęcia, czy są przeznaczone do biegania ale wyglądały ok i nadawały się najbardziej ze wszystkich. W sumie dobrze mi się w nich biegało no ale skoro przygodę z bieganiem rozpoczęłam na dobre, trzeba było kupić coś bardziej profesjonalnego. Moje niewielkie doświadczenie i jeszcze mniejsza wiedza na tamten moment sprawiły, że wybór padł właśnie na Nike Pegasus+ 30 shield.

W teorii są to buty z dużą amortyzacją, jeszcze większym dropem (wg producenta wersja damska ma drop 13,1 mm!), bardzo miękkie, wyposażone w warstwę ochronną Nike Shield, która ma chronić przed wilgocią. W praktyce przymierzyłam je i byłam zachwycona. Były naprawdę wygodne. Niestety rzeczywistość zweryfikowała moje pierwsze wrażenia.

Generalnie ciężko mi się w nich biegło. Duży drop wymuszał bieganie z pięty, co dla początkującego, bez udoskonalonej jeszcze techniki, nie było dobre. Poza tym, z racji dużej amortyzacji, miękkości bieg był lekko toporny, jak po materacu. W lecie było mi w nich gorąco no ale w sumie to nie są buty przeznaczone na ciepłe dni. 
W biegu po mokrym terenie okazało się, że warstwa shield jest jakoby jej nie było. Miałam wrażenie, że w ogóle nie chroni przed wodą z małej kałuży. Po przebiegnięciu 4km w podeszczowym asfalcie buty były całkiem przemoczone. Tak więc moim zdaniem shield jest całkowicie zbędny, sprawia jedynie, że w stopę jest gorąco.

Amortyzacja to cecha bardzo względna, jedni lubią, inni nie. Ja nie lubię. Wynika to z mojej natury. A z natury lubię twardo stąpać po ziemi, czuć grunt pod nogami. Zawsze chodzę w płaskich butach więc duży drop do biegania to nie był dobry wybór.

Nie twierdzę jednak, że Pegasusy do niczego się nie nadają. Bardzo dobrze chodziło mi się w nich po górach (weszłam w nich między innymi na Giewont). Do tego celu mi pasują a ponadto mają dobry bieżnik - nie jest to typowo trailowy ale na pewno oferują lepszą przyczepność niż standardowe buty sportowe czy buty do biegania w lecie po mieście. Poza tym są dobrze odblaskowe, po zmroku można biegać bez obaw :)

Czy teraz bym je znów kupiła? Nie, ale nie żałuje, że je mam. Dały mi ważną lekcję, pokazały kierunek preferencji biegowych.
Obecnie moimi głównymi butami do biegania są Brooks PureFlow 3, które są istnym przeciwieństwem Nike Pegasus. A biega mi się w nich wyśmienicie :)

wtorek, 16 lutego 2016

Gusta i guściki czyli nie kupuj butów, które ci polecają

Ludzie nauczyli się dokonywać wyborów na podstawie opinii w internecie. Nie dziwne, są one łatwo dostępne, wydają się wiarygodne choć i z tym ostatnimi czasy bywa kiepsko (opinie sponsorowane) no ale teraz nie o tym.
Są produkty, których recenzje na nic się zdają, gdyż gusta, preferencje są tak różne, że trudno mówić o jakimkolwiek obiektywizmie. Są to głównie muzyka, książki, smaki a także ubrania i buty.
Nie jest rozsądnie bazować tylko na opiniach chcąc dokonać zakupu jednego z powyższych. Skupmy się na butach do biegania, bo o nich będzie mowa.
Każdy ma inne preferencje, technikę, widzimisię. Polecanie więc danej osobie konkretnych butów dlatego, że dla mnie super mija się z celem.
Będę trzymać się swojego zdania, że na początek przygody z bieganiem warto kupić coś taniego, bez bajerów, coś co po prostu dobrze leży i jest wygodne a następnie kupić coś ze wszystkim tym, czego brakuje nam w obecnych butach (tudzież bez tego, co nam przeszkadza)
Jak już z czasem wypracujemy swoje preferencje, warto się rozejrzeć, co ludzie polecają w danej klasie choć i tu korzystać z opinii tylko jako podpowiedzi a nie wyznaczników.

Swoją przygodę z bieganiem rozpoczęłam od butów z szafy. Starych Ników, które wyglądały jak buty do biegania choć nie mam pojęcia, czy zostały do tego stworzone. Kiedy postanowiłam zakupić sobie coś bardziej profesjonalnego, niestety nie byłam taka mądra jak teraz :) Kupiłam coś, o czym ktoś powiedział, że są super najlepszymi butami, jakie miał na nogach. Dla mnie absolutnie się nie sprawdziły. Nie biegało mi się w nich dobrze, wymuszały mi lądowanie na pięcie, ogólnie czułam, jakbym biegała po grząskim terenie. Ciężko mi się biegło.
Te buty pozwoliły mi zrozumieć, że lubię twardo stąpać po ziemi. Całe życie chodzę w płaskich butach, im cieńsza podeszwa i lepszy kontakt z podłożem tym lepiej się czuję. No i ni stąd ni zowąd nałożyłam do biegania miękkie buty na obcasie. Bo tak mogę określić dużą amortyzację i drop z rzędu 13,1mm. nic dziwnego, że źle się czułam.
O jakich butach mowa, napiszę następnym razem wraz z dokładniejszą recenzją.

wtorek, 9 lutego 2016

Ćwiczenia na jędrne pośladki dla leniwych

Jak dla mnie najlepsze ćwiczenia na pośladki to różnego rodzaju wykroki, przysiady z odpowiednim obciążeniem.
Czasem jednak przychodzi dzień, kiedy po prostu nie chce mi się podnieść tyłka. Sięgam wtedy po mój ulubiony trening horyzontalny, który daje niezły wycisk. 
Trening robiony praktycznie na leżąco, więc nie ma wymówki, że nie chce mi się wstawać :)
Jest to zmodyfikowana wersja treningu Mel B - 10 minutowy trening pośladków:
Jeśli ktoś widzi go pierwszy raz, polecam wykonać go po prostu tak, jak leci. Potem można dodać lekkie obciążenie.
Moja obecna wersja to wykonywanie każdego ćwiczenia, na każdą stronę po 1 minucie z obciążeniem na każdą nogę w postaci 3 kg.
Obciążnik 3kg jest dość toporny ale daje radę a pośladki płoną.
Moja parówka ubrana w ten obciążnik wygląda tak:

Obciążenie to indywidualna sprawa, trzeba dobrać je tak, by ćwiczenie było wykonywane z trudnością, pod koniec już z ledwością. Obciążenie należy zwiększać stopniowo, co jakiś czas. 
W tym treningu raczej więcej niż 3 kg dźwigać nie będę, ale tylko dlatego, że nie wyobrażam sobie nałożenia jeszcze większych obciążników. I z racji, że ten trening traktuję tylko jako sporadyczne urozmaicenie, zostanę przy tym, co mam.